Producenci
Okinawa - karatecka podróż marzeń
Okinawa - karatecka podróż marzeń

Są takie miejsca, które zobaczyć warto. Są takie podróże, o których marzymy i wiemy, że leżą poza granicami naszych możliwości. Granice trzeba przesuwać i dążyć do tego, co pozornie jest nieosiągalne. Trenujący sztuki walki, również mają miejsca o szczególnym znaczeniu. Nigdy nie marzyłem o podróży do Japonii, zawsze kojarzyła mi się hałaśliwym Tokio, wielkim tempem życia, nowoczesnością. Od dziecka natomiast marzyłem o podróży do „kolebki” karate. Zawsze chciałem zobaczyć Okinawę i poczuć jej klimat. Filmy z serii „Karate Kid” rozpaliły we mnie to marzenie, chciałem móc trenować w miejscu, z którego wywodzą się najwięksi mistrzowie uprawianej przeze mnie sztuki walki. Wystarczyło zaczekać 30 lat. Było warto.

 

Źródło własne autorstwa Jerzego Łabińskiego.

 

Marzenie to udało mi się zrealizować w zeszłym roku. Była to dla mnie bardzo motywująca, wartościowa, cenna podróż. Tym cenniejsza, że w wyjeździe uczestniczyły ważne dla mnie osoby. Treningi pod okiem najlepszych na świecie instruktorów karate były niezwykle cenną, ale jak się okazało nie jedyną, „korzyścią” tego wyjazdu. „Podróże kształcą” – to powiedzenie znalazło swoje odzwierciedlenie w moim wyjeździe na Okinawę. Ta podróż była dla mnie tak bardzo kształcąca przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy w życiu miałem możliwość dotknąć takiej egzotyki. Wybierając się na Okinawę głównym celem mojej podróży było zgłębianie tajników karate. Okazało się jednak, że trening jest tylko jedną z licznych atrakcji, jakie zapewnia wyspa. Dla mnie – Europejczyka – wszystko to, co przeczytałem o wyspie i całym archipelagu Ryukyu było fascynujące, ciekawe, tajemnicze, egzotyczne, ale tylko …na papierze. Szczególnie zaskakującym było spotkanie z klimatem. Wyspy japońskie znajdują się w trzech strefach klimatycznych, Okinawa leży w strefie klimatu zwrotnikowego. Średnia temperatura to 23°C, a wilgotność powietrza waha się pomiędzy 70 a 80%.  Mogłoby się wydawać, że to idealne warunki na spędzenie wakacji. Otóż nie dla każdego. Dla mnie moment opuszczenia samolotu był zderzeniem z rzeczywistością. Miałem wrażenie, że dostałem w twarz gorącą patelnią, a wysoka wilgotność powietrza wcale nie poprawiała mojego samopoczucia. Kilka dni mi zajęło zanim mój organizm przyzwyczaił się do panujących na wyspie warunków, ale to właśnie dzięki takim warunkom przyroda rozwija się wyjątkowo bujnie. Wszystkie rośliny które znamy ze sklepowych półek na Okinawie rośnie, kwitnie, owocuje. Dzięki korzystnym dla rozwoju roślin warunkom smak owoców jest zupełnie inny niż ten, do którego przywykliśmy. Są bardziej soczyste, mają głębszy smak. Tak bardzo zaskakujący świat przywitał naszą ekipę.

 

 

Źródło własne autorstwa Jerzego Łabińskiego.

 

Równie interesująca jest historia Okinawy. Na tej niewielkiej wyspie (ok.120 km długości, kilkanaście km szerokości) znajduje się aż…120 zamków. Największy, najbardziej znany jest zamek Shuri, znajdujący się w Naha – stolicy Okinawy. Nie ma chyba nigdzie na świecie miejsca, gdzie spotkalibyśmy się z tak dużym zagęszczeniem budowli obronnych. Wiąże się to z ważnym ze strategicznego punktu widzenia położenia. Okinawa od wieków jest miejscem, gdzie rozgrywały się liczne bitwy. Największe, najbardziej krwawe bitwy miały tu miejsce pod koniec II wojny światowej. Walki rozpoczęte 3 kwietnia 1945 r. i zakończone 16 czerwca 1945 r. pochłonęły od 90 do 130 tys. japońskich żołnierzy i ponad 12 tys. żołnierzy amerykańskich (szacuje się, że dodatkowe 30 tys.  żołnierzy amerykańskich zmarło w wyniku chorób). „Operacja Okinawska” ze względu na znaczenie militarne porównywana jest z Lądowaniem w Normandii. Do dzisiaj widoczne są ślady pozostawione przez „pazur” wojny. Na terenie wyspy można zobaczyć bardzo dużo bunkrów i schronów, a najbardziej widocznym znakiem powojennej historii Okinawy jest to, że do dzisiaj znajdują się tu amerykańskie bazy wojskowe.

 

Źródło własne autorstwa Jerzego Łabińskiego.

 

Po krótkiej przyrodniczo-historycznej charakterystyce warto wspomnieć o samych mieszkańcach „kolebki karate”. Okinawczycy są ludźmi bardzo sympatycznymi, uśmiechniętymi, skorymi do pomocy. Cechuje ich ogromny szacunek dla pracy, dla każdej pracy. Nie ma znaczenie czym się zajmujesz, jaką pełnisz funkcję. Praca jest dla nich bardzo ważna. Są to ludzie uporządkowani i miłujący ład i porządek, co widać chociażby na ulicach, na których trudno znaleźć śmietnik i…śmieci. Po prostu, każdy dba o porządek wokół siebie, o swoje otoczenie i swoje śmieci zabiera ze sobą. To uporządkowanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Inną wartą zauważenia cechą mieszkańców tej pięknej wyspy jest ich skromność i szacunek dla siebie nawzajem, a przede wszystkim osób starszych. Dla Okinawczyków ludzie starsi, to ludzie bardziej doświadczeni, a co za tym idzie mądrzy. Korzystają z tej mądrości i wobec starszyzny odznaczają się wyjątkową cierpliwością.

To właśnie w takim miejscu powstało karate. Większość osób co nieco wiedzących o sztukach walki, wie że karate powstało właśnie na Okinawie, ale sama Okinawa nie zabiega na siłę i nigdy nie zabiegała o to, by odwiedzać jej mistrzów i pobierać tutaj nauki. To bardzo niespotykana sytuacja, ponieważ ogólnie można powiedzieć, że  z drugiej strony Mistrzowie są otwarci i chcą nauczać. Nie spotyka się tu po prostu nachalnej, kłującej w oczy reklamy. Pierwszy plakat promujący karate widziałem już na lotnisku, a „ślady” obecności karate widoczne były na całej wyspie. W witrynach sklepowych lokalnych artystów i rzemieślników wiszą wycinki z gazet, a właściciele często dysponują 4, 5, 6 Danem w takim, czy innym stylu karate. W galeriach handlowych narysowane na ścianach postacie karateków wskazują, gdzie znajdują się kasy, gdzie znajduje się interesujący nas sklep, a nawet pokierują do damskiej i męskiej toalety.

 

 

Źródło własne autorstwa Jerzego Łabińskiego.

 

W Naha (stolicy Okinawy) można znaleźć dużo klubów uznanych na całym świecie mistrzów. Wydawać by się mogło, że dojo takiego Mistrza będzie dużą, dobrze wyposażoną salą, z idealną nawierzchnią. Nic bardziej mylnego. Byłem bardzo zaskoczony, gdy późnym wieczorem eksplorując wąskie uliczki Naha trafiłem na dojo. Z dala już słychać było dźwięk uderzeń w makiwarę, moje napięcie rosło, ekscytacja sięgała zenitu. Kilkadziesiąt metrów dalej „odkryłem” salę około 50 m2, w której nauczał jeden z największych żyjących autorytetów karate shorin-ryu Minoru Higa Sensei. Miejsce to było jednak wyjątkowe, magiczne, wysiłek i zaangażowanie w trening były najlepszą „ozdobą” dojo. Takie sale treningowe, często stworzone w miejscu garaży, są bardzo popularne. Warto jednak wiedzieć, że każdy przedmiot znajdujący się w takim dojo ma swoją historię i jedyną w swoim rodzaju Wartość. Po tym co napisałem można dojść do wniosku, że karatecy trenują tu tylko w ciasnych, dusznych salkach. Pamiętajmy, że ta wyspa jest miejscem narodzin jednej z najbardziej znanych na świecie sztuk walki, a władze traktują karate, jako dobro narodowe. Podjęte zostały nawet kroki mające na celu wpisanie Karate na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jako dobro niematerialne. W Naha możemy odwiedzić dwa niezwykle ważne dla rozwoju karate (również międzynarodowego rozwoju) miejsca. Pierwszym z nich jest „Budokan”. Tam właśnie organizowane są największe turnieje nie tylko karate, ale również kobudo, judo i sumo. W „Budokanie” odbywają się seminaria szkoleniowe oraz pokazy największych mistrzów sztuk walki…i właśnie w „Budokanie” przez tydzień trenowałem pod okiem największych autorytetów karate na świecie.

 

Źródło własne autorstwa Jerzego Łabińskiego.

 

Drugim bardzo ważnym budynkiem jest „Karate Kaikan”. Jak sama nazwa wskazuje, obiekt powstał z myślą o Karate. Na jego terenie znajduje się jedna duża sala treningowa, w której może jednocześnie trenować kilkadziesiąt osób oraz kilka mniejszych salek przeznaczonych do treningu dla mniejszych, bardziej kameralnych grup. W „Karate Kaikan” można zwiedzić małe muzeum. Nowocześnie urządzone, z licznymi multimedialnymi pomocami „naukowymi”, muzeum prowadzi nas „drogą” karate, możemy tu zapoznać się z historią naszej sztuki walki, poznać różnice pomiędzy stylami karate, a nawet spróbować swoich sił uderzając w makiwarę. To jest bardzo cenne miejsce dla każdej osoby praktykującej karate. Na terenie „Karate Kaikan” znajduje się również mały sklepik z pamiątkami.

Podsumowując swoją podróż na Okinawę mogę stwierdzić, że każdy Karateka (bez względu na to z jakiej szerokości geograficznej pochodzi) po prostu czuje, że jest u siebie. Mentalność Okinawczyków zachęca do poznania historii wyspy, do rozsmakowania się w jej kolorycie i egzotyce. Podróż do kolebki karate polecam każdemu uprawiającemu tę sztukę walki, bez względu na uprawiany styl i posiadany stopień.

 


 

Autorem artykułu jest Jerzy Łabiński - Instruktor karate shotokan i goju-ryu, Instruktor samoobrony, Instruktor Pilates, Trener personalny

Klub Sztuk Walki "Shodan"

www.shodanlegnica.pl

www.facebook.com/shodanlegnica

e-mail: shodan_legnica@wp.pl

Jerzy prowadzi treningi w Klubie Sztuk Walki "Shodan" w grupach przedszkolnych, dzieci w wieku wczesnoszkolnym, młodzieży, dorosłych. KSW "Shodan", jako jeden z pierwszych klubów w Polsce prowadzi zajęcia ogólnorozwojowe z elementami karate organizacjach sprawujących opiekę nad osobami z niepełnosprawnością ruchową i intelektualną. Doświadczenie w pracy z osobami z niepełnosprawnością pokazuje, że trening sztuk walki jest dla każdego bez względu na możliwości fizyczne. Wszechstronność zainteresowań Jerzego sprawia, że jego podejście do nauczania ma cechy eklektyzmu, trening tradycyjny uzupełnia o nowoczesne metody treningowe. Zajęcia uzupełnia o podstawową wiedzę z zakresu psychologii sportu. Szczególnie istotna jest wiedza o funkcjonowaniu ludzkiego ciała, dlatego też dużo uwagi poświęca rozwijaniu wiedzy o anatomii. W tym celu tworzy kanał YouTube "Anatomia w sztukach walki". 

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl